Tradycja 2.października.2009 Z wielkim wysiłkiem wczoraj zwlekłam swoje szlachetne JA w środku nocy, aby na godzinę 8:00 dotrzeć na uczelnię.
Oczywiście tradycji musiało stać się zadość. Chaos. Początkowo zostałam wdeptana w ziemię przez mojego promotora. Następnie jak zwykle połowa rzeczy była odwołana, część wykładów się pojawiła bliżej nie wiadomo skąd. Koniec dnia został zwieńczony poszukiwaniem przez pół godziny Pana-Od-Łaciny. W ostateczności nie było tak źle. Komentarze (1), Dodaj
|